Wielu ludzi mówi o miłości, każdy chwali się zdjęciami, na których widzimy szczęśliwe pary. Każdy chwali się prezentami, które dostał od swojej drugiej połówki. Ale czy właśnie na tym to polega? Na ciągłym udowadnianiu sobie czegoś?
Nie, bo tak naprawdę przed znajomymi czy obcymi ludźmi pokazujemy nasze szczęście, ale nigdy nie pokazujemy tego gdy jest źle.
Nie wysyłamy innym zdjęć potłuczonych talerzy po kłótni, nie pokazujemy ile wylaliśmy łez, nikomu nie mówimy ile razy z naszych ust wypadło przekleństwo w stronę osoby, którą kochamy.
Usilnie pokazujemy tylko te "pozytywy", ale czemu tematem tabu są kłótnie? Przecież to coś normalnego - nie ma związku, małżeństwa czy nawet przyjaźni bez kłótni.
Nie ma związków idealnych, bo nie ma ludzi idealnych. Byłam w związku, w którym jedyne co idealnie nam wychodziło to kłócenie się. I wiecie co? Kochałam ten związek, kochałam kiedy patrzył na mnie w taki... inny sposób.
Ale odeszłam, bo nie czułam się idealna, bo doszukiwałam się wszystkiego żeby było idealnie, żeby mieć związek jak ze zdjęć wrzucanych do internetu, jak na filmikach wrzucanych na YouTube.
Nie, tak to nie wygląda. Miłość to ciągłe kompromisy i obrywanie słowami po twarzy. To ciągłe godzenie się i wyznawanie sobie miłości: "Kochanie, załóż czapkę", "Proszę, zapnij się, bo zmarzniesz". Kochanie to niespodzianki, słowne, materialne. Choć ja bardziej wole te słowne. Lubiłam kiedy zaskakiwał mnie nagle miłym słówkiem, kiedy ja przestawałam w siebie wierzyć. Bo czy może być coś lepszego od: "wyglądasz dziś cudownie", kiedy czujesz się jak śmieć?
Nie pokazujemy tego co złe, stale maskujemy te rzeczy, bo i ich się boimy. A ja? Ja otwarcie mogę powiedzieć - nie raz miałam ochotę go zabić, On nie raz miał ochotę mnie udusić z całych sił. Zapewne On nie raz płakał przeze mnie, jak ja przez niego. Ale to jest właśnie miłość. Ona nie polega tylko na słodzeniu sobie, przecież takie coś staje się po czasie nudne, ale oczywiście nie zapominajmy, że takie słowa są równie ważne! To nie podlega żadnej dyskusji! Ale nie popadajmy w paranoję.
Moja miłość była bardziej burzliwa niż wojna w 1939r. Ale takiego go kochałam. Bardziej kochałam jego wady niż zalety. Zamiast cudownego uśmiechu, kochałam jego blizny. Zamiast wyjątkowych oczu, kochałam jego wiecznie rozkopane włosy. Szkoda, że czasem wszystko mija...
